RIS BA – browar Tenczynek

Ostatni film w starym – 2018 roku! Musi być więc, coś specjalnego!
Tym razem wybór padł na #darylosu – RIS BA z browaru Tenczynek. Normalnie w sprzedaży tylko w browarze, a tutaj taka niespodzianka i to przed samymi świętami!

Za wszelką cenę – browar Psotnik

Browar Psotnik, to niewielki browar (800l wybicia!), który zadebiutował niemalże dokładnie rok temu. 

Za wszelką cenę to Cascadian Dark Ale, który przyciągnął mnie swoją etykietą i właśnie tym, że kompletnie nie znałem tego browaru.

Co z tego wyszło?

Rwąca Rzeka – Łąkomin

Ten materiał jest kwintesencją “złośliwości rzeczy martwych”! 
Najpierw sporo ustawiania i poprawiania, tylko po to żeby… aparat wziął i się rozładował… bez żadnego ostrzeżenia! 

Ale piwo jest na tyle dobre, a ja na tyle zdesperowany, że postanowiłem nagrać choć krótki materiał! 

Rwąca rzeka z browaru Łąkomin to Imperial Milk Stout

7. Festiwal Dobrego Piwa

W piątek miałem okazję wziąć udział w największym festiwalu piwnym w Polsce. 7. Festiwalu Dobrego Piwa we Wrocławiu. 400 różnych piw na kranach i 800 w butelkach! Dobre jedzenie, muzyka i warsztaty piwowarskie… czego chcieć więcej?

Wystawcy
Wystawcy

Takie były zapowiedzi, a jak było naprawdę?

Na wrocławskim stadionie pojawiiliśmy się w piątek, niedługo po rozpoczęciu festiwalu (“pojawiliśmy”, bo pojechałem tam z żoną i kumplem). Na początku więcej było wystawców niż odwiedzających, ale tak jest zawsze. Z czasem, ludzi przybywało, rozgrzewała się też festiwalowa scena.

 

 

Dzięki apce na telefon, wiedziałem dokładnie, jakie piwa będą na kranach i mogłem wcześniej zaplanować, których spróbuję (400 piw, nawet w trzy dni, bym nie ogarnął 😉 ). Kolejną rzeczą, którą miałem w planach, były warsztaty z degustacji piwa prowadzone przez Pawła Leszczyńskiego – przewodniczącego mazowieckiego oddziału PSPD (Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych) i organizatora Warszawskiego Festiwalu Piwa. Warsztaty były przeznaczone raczej dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę w świecie piwa i nie dowiedziałem się może, zbyt wielu nowych rzeczy. Zawsze jednak warto posłuchać kogoś bardziej doświadczonego, kto o swojej pasji lubi i potrafi opowiadać.

Warsztaty
Warsztaty

Przy wyborze piw do degustacji, pierwszym kryterium jakie zastosowałem, było to, aby nie były one dostępne w okolicznych sklepach (dzięki temu odpadło jakieś 75% piw), co do reszty, to wybrałem kilka tych, które obiecywały najwięcej. Na mojej liście znalazły się więc, takie piwa jak: Kazimierz z browaru Artezan (żytni porter leżakowany w beczkach po burbonie – lany tylko na festiwalach), The Dealer z browaru Brokreacja (piwo, które miało swoją premierę), czy choćby My Name is IBU (piwo uwarzone na festiwal Beer Geek Madnes, na który bardzo chciałem jechać, jednak powstrzymały mnie obowiązki zawodowe) – tu również Brokreacja . Dałem się też porwać atmosferze i kilku piw spróbowałem spontanicznie. Tu warto wspomnieć o Cycuchu Janowickim z browaru Miedzianka, który był nalewany z kolumny, w której były owoce. Było więc “filtrowane” przez cytrusy – taka ciekawostka.

 

 

Ze wszystkich tych piw najlepiej zapamiętałem trzy:

Degustacje
Degustacje

Kazimierza – porter, który zniewalał bogactwem aromatów (od czekolady, karmelu, przez kawę, skórkę od chleba, aż do nut waniliowych z beczek po burbonie). W smaku też było nieźle – czekolada, karmel, kawa i skórka od chleba, jednak smak był znacznie bardziej delikatny niż zapach. Zdecydowanie zapach, to było to, co w tym piwie zniewalało.

Cycucha Janowskiego – po pierwsze za nazwę 😉 , po drugie za sposób nalewania… tak, wiem, że to gadżet i ktoś mógłby powiedzieć, że sok z owoców rozwodni to piwo i zrobi oranżadę… ale mi się to podobało. Trzecie to aromaty. Kolejne piwo, które mógłbym wąchać godzinami. Tutaj cytrusy (w każdej odmianie) w takiej ilości, że można by tym obdzielić niejedną warkę! W smaku, faktycznie taka, trochę oranżada, ale bardzo przyjemna i orzeźwiająca.

Właśnie tak wyglądały te krany. Zdjęcie dzięki uprzejmości browaru Miedzianka
Właśnie tak wyglądały te krany. Zdjęcie dzięki uprzejmości browaru Miedzianka 

My name is IBU – No tutaj zagrało wszystko! Przede wszystkim aromaty. Wyraźnie cytrusowe z nutami sosnowymi. Bardzo przyjemny, świeży zapach! Do tego smak. Kiedy język już oswoił się z goryczką na poziomie… 1000 IBU (tak sami piwowarzy określają to piwo 😉 ), wyraźnie wyczuwałem cytrusy i lekko leśne i korzenne smaki. Patrząc ogólnie, to właśnie to piwo zrobiło na mnie największe wrażenie podczas festiwalu!

Jest jeszcze jedna rzecz, która podoba mi się w festiwalach: To, że nikt nie wmusza we mnie pół litrowych piw. Wszystkie, te które próbowałem, były lane po 0,2 albo 0,3 l . Dzięki temu, mogłem spróbować większej ilości piw, nie upijając się.

Jeśli chodzi o jedzenie, to na początku złapałem się za zapiekankę, która okazała się raczej średnia, ale za to na sam koniec, poszedł burger, który był naprawdę przyjemnym zakończeniem, wspaniałego dnia.

Stadion
Stadion