Warsaw Express Burbon Barrel Aged – Pinta

Aż trudno uwierzyć, że ten wpis leżał na komputerze jakieś 2 tygodnie… chociaż nie, w moim wypadku nie trudno! 😉
Na to piwo rzuciłem się jak Hulk Hogan na matę! Wcześniej miałem okazję pić wersję podstawową i miałem nadzieję na prawdziwe wyrywanie z butów!

Przed wami Warsaw Express BBA – American Wheat Wine, owoc współpracy browarów Pinta i Bakunin


IIPPAA – Pinta

Zawsze kiedy piję takie piwo, zastanawiam się, czy każde piwo musi urywać…?
Czy nie potrzebujemy kilku takich zwyczajnych?

Taka właśnie jest IIPPAA – West Coast Double IPA z browaru Pinta. Ani zła, ani jakaś bardzo dobra… po prostu ok! 

Tylko, czy to źle?

Imperator Bałtycki Vs. Imperator Bałtycki

Dziś coś specjalnego! A okazja nie byle jaka! Pierwszy próg na YT właśnie przekroczony! 100 subów!
Dzięki za każde jedno kliknięcie! Dzięki za to, że jesteście i komentujecie!
A teraz do degustacji. Sposób nasunął się sam “przez się”… nie jest to pierwsze porównanie tych dwóch piw, nie będzie pewnie ostatnim. Choć spoglądając ukradkiem na oceny Imperatora Bałtyckiego z browaru Pinta, czuję się trochę jak bluźnierca…

Express IPA – Pinta

Mam czasem tak (i to jest strasznie irytujące!), że istotne wnioski, przychodzą już po nagraniu. Podobnie było tym razem. Express IPA z browaru Pinta, to piwo uwarzone na festiwal Beer Geek Madness 2017, na którym niestety nie dane mi było być. W dodatku z użyciem specjalnej mieszanki chmieli i technologii CRYO (o której szerzej w filmie)… liczyłem więc na potężną dawkę aromatów, a wyszło jak wyszło… piwo takie w stylu “trochę mało”… trochę mało aromatu, trochę mało smaku… ot, taka IPA. Zła nie jest! Ale fajerwerków też nie ma… o madness mowy być nie może!

Vermont IPA – browar Pinta

Piwo, które ma być czymś pomiędzy West, a East Coast IPA… w dodatku było już dostępne na kranach jako “Pinta miesiąca” w sierpniu tego roku… tylko skąd te zmiany parametrów? A może gdzieś wkradł się błąd? Etykiety, etykietami, ważna jest zawartość! A ta… no… jest fajnie!

Vermont IPA – browar Pinta

Imperator Bałtycki – Pinta

Dziś był wyjątkowy dzień! W związku z tym postanowiłem otworzyć piwo niecodzienne. Tak na degustację trafił Imperator Bałtycki z browaru Pinta – piwo legenda. Aż ciekaw jestem jak będzie smakowało po dwóch latach w piwniczce 😉

Brett IPA – Pinta

Dziś coś, zupełnie nie  w moim stylu 😉
Piwo uwarzone na dzikich drożdżach – tych, które jednym piwo psują, a innym je polepszają. A jak wyszło tutaj? O dziwo, całkiem nieźle!

Brett IPA – browar Pinta

Słody: Weyermann:pilzneński premium, pszeniczny, Carahell

Chmiele: Columbus, Magnum, Citra, Cascade, Mosaic

Dodatki: płatki pszeniczne

Ekstrakt: 15,1%

Alkohol: 7,5 (na butelce) i 7,9% (na stronie internetowej)

IBU: 70

ŻytoRillo – Pinta

Ostatnie piwne degustacje stały pod znakiem klasyków Piwnej Rewolucji. Tak i dziś padło na tzw. pozycję obowiązkową. Miałem już w przeszłości okazję, próbować kilku piw z dodatkiem słodu żytniego. Każde z nich wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Czy tak też będzie z ŻytoRillo z browaru Pinta, które uwarzone jest z 5 rodzajów słodu i tylko jednej odmiany chmielu?

Żytorillo - Pinta
Żytorillo – Pinta

 

Słody: Weyermann, Pale Ale, żytni, monachijski typ II, słód palony Carafa, Specjal typ II

Chmiel: Amarillo

Ekstrakt: 14%

Alkohol: 5,3 %

IBU: 68

 

 

Piana zbita, drobno pęcherzykowa, bardzo trwała – wygląda jak zrobiona na azocie. Lekko beżowa.

Kolor ciemny, w zasadzie czarny – nieprzejrzysty. Jedynie w przewężeniu daje brunatne refleksy.

W zapachu pomarańcza, karmel, nuty palonych słodów, na koniec pozostaje taki kwiatowy aromat. Ogólne wrażenie mam pozytywne – pierwsze skojarzenie, to ciasto pomarańczowe! Dopiero później, kiedy dochodzą te kwiatowe nuty, moje skojarzenie znika. Po ogrzaniu robi się lekko alkoholowe.

Wysycenie raczej średnie.

W smaku, no przyznam, że nastawiłem się na coś innego. Liczyłem, że piwo będzie bardzo gładkie, niemalże jak balsam na gardło, a tu jakby trochę tego zabrakło. Jednak czuć wyraźnie, że piwo jest bardziej gęste niż klasyczne IPA.
Tutaj, raczej na pierwszym planie są te nuty kwiatowe połączone ze smakiem z palonego słodu. Pomarańczy można się doszukać, ale gdzieś dopiero na kolejnym planie, jest tam razem z innymi cytrusami. Goryczka jakaś wybitnie wysoka nie jest, pozostawia natomiast kwiatowy posmak. Jest też trochę ściągająca. Raczej średnio przyjemna.
Piwo sprawia wrażenie lekko kwaśnego.

Piwa z dodatkiem słodu żytniego, mają to do siebie, że są bardziej gęste i czasami takie, wręcz oleiste. Ja lubię żytnie piwa ze względu na to, że te, które piłem dotychczas były takie gładkie w odczuciu, jak balsam. W tym przypadku tego mi zabrakło. Ciężko powiedzieć, żeby to piwo mi jakoś wybitnie smakowało, nie mogę jednak powiedzieć, żeby było niedobre. Jest ok… i chyba tyle 😉

P. s. A zauważyliście nową szklankę? 😉

Ce n’est pas IPA Bruin – Browar PINTA

O samym browarze już się wypowiadałem. I własnie to, o czym pisałem wcześniej, nakłoniło mnie do spróbowania najnowszego ich dziecka – Ce n’est pas IPA Bruin. Jak sami o nim piszą na swoim Facebook`u: “piwo w tradycyjnym francuskim stylu Bière de Garde w mocnej wersji Bruin (brązowe)”.
Pierwsze wrażenie jakie miałem po przeczytaniu etykiety – zabija dodatkami! Jakaś mąka… jakiś mech… mech?! Pozostałe przyjąłem z większym spokojem, ale ten mech mi spokoju nie dawał…

Ce n'est pas IPA Bruin - Pinta
Ce n’est pas IPA Bruin – Pinta

Chmiele: Aramis, Mosaic

Słody: Jasny Klepiskowy, Weyermann, Pale Ale, Wiedeński, Carabelge®, Special W, Caraaroma®, Caramunich® III, Ekstrakt Słodowy

Dodatki: Suszona skórka słodkiej pomarańczy, Mech Irlandzki, Owoce mirtu, Mąka z kasztanów

Ekstrakt: 18%

Alkohol: 7,5%

IBU: 29

 

Piana średnio pęcherzykowa, dość trwała, niezupełnie biała. 

Kolor ciemny, mało przejrzysty. Zaraz po nalaniu przypomina Coca-colę 😉

W zapachu…. hmm… lekko estrowe (delikatnie czuć kwiaty – choć kolega stwierdził, że to perfumy). W tym stylu, lekkie estry są dopuszczalne, a nawet pożądane – kwestia drożdży. Jest też alkoholowe w zapachu – zbyt mocno alkoholowe.

Wysycenie średnio niskie. 

W smaku… tu gorzej.
Na początek czuć alkohol, nieprzyjemnie dużo alkoholu. Pozostałe elementy jakoś zanikają. Piwo wydaje się puste. Powinno być słodowe, a i tego smaku trochę brakuje. Sprawia wrażenie jakby miało być bazą do czegoś, a nie gotowym produktem. Samo piwo jest słabo nachmielone, ciężko więc oczekiwać pod tym względem fajerwerków (to również jest zgodne ze stylem).  Delikatnie estrowe w smaku. Niska goryczka i wysoka słodycz, to również elementy charakterystyczne dla stylu i tu tego nie zabrakło. 
Jeśli chodzi o dodatki, o których pisałem na początku, to jakoś nie rzucają na kolana. Tak po prawdzie to w ogóle ich nie czuć… tak się bałem tego mchu… nie było czego 😉
Na koniec jakiś pozytyw – piwo jest aksamitne, dobrze ułożone. Sprawia wrażenie, że pije się balsam, co wcale nie było takie oczywiste.

Ogólnie, to piwo zgodne ze stylem, wszystko co mieć powinno, to miało. Jak dla mnie było jednak mało treściwe. 

Jako ciekawostka – spoko… jako piwo – raczej słabo.

 

Modern Talk…. drinking – Browar Pinta

Browar Pinta jest tym, dla piwnej rewolucji w Polsce, czym che Guevara dla rewolucji w ogóle – symbol i nieodłączny element! Mówisz rewolucjonista – myślisz Che! Mówisz Piwna Rewolucja – myślisz Pinta!

Modern Drinking - Pinta
Modern Drinking – Pinta

Modern Drinking – West Coast IPA

Chmiel: Mosaic
Słody: Weyermann, pale ale, Carapils,
Ekstrakt: 15,5 %
Alkohol: 6,4%
IBU: 70

Kupując to piwo nuciłem sobie: Jo ma ha, jo ma sou! 😉
Czy robi wrażenie podobne do tego jakie robiło Modern Talking w latach 80-tych?

 

 

Samo piwo… zapach niepozorny, ale bardzo przyjemny. Niepozorny, tylko dlatego, że nie wali po nosie od samego otwarcia butelki, trzeba je powąchać żeby odkryć pełnię aromatu!
Amerykański chmiel jest bardzo wyraźny! Zapach owoców wyczuła nawet moja żona, która jest zwolennikiem, raczej piw koncernowych 😉 I faktycznie, owoce egzotyczne są bardzo wyraźne! Do tego dochodzi typowa dla amerykańskiego chmielu nafta, połączone w idealnych proporcjach, co sprawia, że jest to jeden z przyjemniejszych aromatów! 🙂

Piana… no coś się pojawiło, jakby próbowało się utrzymać, ale po kilku chwilach przegrało walkę z grawitacją i powietrzem, pozostawiając niewielki czepek na piwie.

Kolor dość jasny, delikatnie opalizujący, co w piwie filtrowanym może dziwić.

Smak… w tym wypadku jest doskonałym dopełnieniem aromatu!
Może czuć nieco bardziej naftę, ale i to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie! Dzięki temu chce się wziąć kolejny łyk. Piwo nie męczy, a wręcz przeciwnie! Doskonale orzeźwia, a smak owoców sprawia, że człowiek przenosi się na to zachodnie wybrzeże i wyobraża sobie, że jedzie Hollywood boulevard, pod palmami, w pełnym słońcu 😉

Goryczka nie sprawia wrażenia ciężkiej i wcale nie czuć, że to piwo ma 70 IBU.

Bardzo dobre piwo! Niewątpliwie jedno z przyjemniejszych, które piłem! 🙂
Choć przyznam, że niczym nie zaskakuje.