X-mas ale – czyli (nie)poradnik piwowara

Jest i on – (nie tak całkiem) krótki film z mojego ostatniego warzenia. Tym razem złapałem się za piwo na święta – Christmas Ale z dodatkiem skórki pomarańczowej, cynamonu, kardamonu i gałki muszkatołowej. Początkowy ekstrakt wyniósł 16° (mierzony już po gotowaniu i wystudzeniu brzeczki).

I w związku z tym konkurs! Znów poszukuję nazwy dla swojego piwa! Czekam na wasze komentarze, tutaj, pod filmem na YT i na Facebooku!

Komisja w podobnym składzie jak poprzednio, czyli: ja! 😉

Wybrana zostanie nazwa, która pojawi się na etykietkach (tym razem zaprojektowane zostaną przez fachowca… nie przeze mnie! 😛 ).  Nagrodą oczywiście będzie pierwsza buteleczka tegoż piwka ( o ile tylko nie poleci w kanał 😉 )!

Dodam tylko, że poprzedni konkurs zakończył się wręczeniem zwycięzcy dwóch buteleczek… taka „premia uznaniowa” 😉

La Chouffe – browar Achouffe

Święta, święta i po świętach. Czas więc wyłowić coś z lodówki i zobaczyć, co tym razem będę mógł spróbować. Kilka dni temu, z Holandii wrócił mój szwagier, przywiózł kilka piw i już w pierwszej rozmowie zaznaczył, że nie przywiezie ich do mnie, tylko to ja mam przyjechać do niego… mieszka z moimi teściami, nie musiałem więc długo czekać i okazja nadarzyła się, już w pierwszy dzień świąt. Z tych, które przywiózł, wybrałem właśnie La Chouffe z browaru Achouffe z Belgii. Piwo uwarzone w stylu Belgian Blond Ale – jasne, pełne, delikatnie chmielone, mocne piwo.

La Chouffe - Achouffe
La Chouffe – Achouffe

 

Chmiel: Styrian Golding

Słód: jęczmienny

Dodatek: Kolendra

Ekstrakt: 16%

Alkohol: 8%

IBU: ?

 

Pierwsze co można zauważyć to dość jasny kolor i wyraźne zmętnienie – piwo jest niefiltrowane.

Piana jest grubo pęcherzykowa, raczej nietrwała, choć cały czas coś pozostaje na piwie.

W zapachu wyraźnie czuć kolendrę, która jest dodawana do wielu belgijskich piw. Do tego dochodzi delikatny zapach pomarańczy. Po chwili wyraźnie czuć alkohol. Jest jeszcze jedna nieprzyjemna nuta – gwoździe. Nie są może jakoś wybitnie mocne, ale jednak czuć żelazo. Ogólnie zapach sprawia wrażenie takiego kwaśnego.

Wysycenie jest wysokie – może nawet bardzo wysokie – piwo fermentuje dwa razy – najpierw w beczce, a później w butelce.

W smaku znów kolendra (jakoś nie bardzo mi podchodzi) i znów trochę żelaza (nie jest to jakieś bardzo mocne – da się wypić). Piwo z założenia ma charakter wyraźnie słodowy i jest tylko delikatnie chmielone. Goryczka jest na niskim poziomie i pozostawia delikatny, kwiatowy posmak – kojarzy mi się trochę z szampanem. Lekko zalega.

Ogólnie piwo, jak najbardziej zgodne ze stylem, w którym zostało uwarzone. I choć nie jest to mój ulubiony styl, to nie mogę powiedzieć, żeby było niedobre…. było OK! I nawet ta kolendra mi nie przeszkadzała jakoś bardzo 😉
Jeśli będziecie kiedyś mieli możliwość spróbowania to myślę, że warto, szczególnie w upalne lato… uważajcie tylko na te 8%!

Kings of the sun – Browar Raduga

W związku z tym, że marzec, po raz kolejny spłatał nam figla – w końcu „w marcu, jak w garncu”, postanowiłem zrobić coś, żeby przyciągnąć trochę słońca. Sięgnąłem więc po Kings of the sun z browaru Raduga. Przyciągnęła mnie zarówno nazwa, jak i styl tego piwa. Mam nadzieję, że uda mi się odpędzić ten śnieg i chmury!

Kings of the sun - Raduga
Kings of the sun – Raduga

 

Chmiele: Pacifica, Waimea, Green Bullet

Słody: Jęczmienny, Pszeniczny

Ekstrakt: 16%

Alkohol: 6,5%

IBU: 70%

 

 

Pierwsze wrażenie, to tak zwane mieszane uczucia. Projekt etykiety bardzo ładny, ale jej naklejenie już nie! Jest krzywo, i pełno pęcherzyków, jakby były ręcznie klejone.

Kolor złoty, opalizujący (piwo jest niefiltrowane).

Piana z pęcherzyków o różnej grubości, od malutkich, jak z azotu, aż do grubych, szybko pękających. Ogólnie dość trwała.

W zapachu wyraźnie czuć to cytrusy złamane nutami przypraw (głównie pieprzu) i kwiatów. Początkowo myślałem, że zapach kwiatów to pochodna pracy drożdży, ale poczytałem o chmielach użytych do tego piwa i jeden z nich, takie własnie aromaty daje. Zapach jest dość ciężki, ale całkiem przyjemny. Jedyne co mi przeszkadzało, to zapachy słodowe – wydają się być takie słodkie i lekko zamulające.

Wysycenie jest średnio niskie.

W smaku na pierwszym planie jest… pieprz i inne przyprawy. To sprawia, że jest lekko rozgrzewające. Kolejną rzeczą jest dość wyraźna kwiatowa goryczka. Dopiero przy kolejnych łykach można wyczuć owoce – cytrusy, słodką pomarańczę i mandarynki (?). Piwo jest bardzo wytrawne. Goryczka jest na dość wysokim poziomie – trochę zalegająca. Po ogrzaniu, zaczynają wychodzić smaki słodowe (nie mylić ze słodkimi!). Nie jest złe – Jest pijalne.

Biorąc to piwo ze sklepowej półki liczyłem na powrót lata. Jego smak i to rozgrzewanie, bardziej kojarzyły mi się jednak z początkiem jesieni, kiedy pierwsze deszcze zaczynają nas wszystkich wpędzać w depresję, a my szukamy czegoś przy czym można spędzić czas pod kocem, szukając choćby odrobiny ciepła.