Subiekt – browar Profesja i Drink Hala

W tym piwie zainteresowała mnie jedna rzecz – chmiel! Pochodzący z Afryki Southern Passion. Moje skojarzenia z czarnym kontynentem sięgają tak daleko, jak kubek Rooibosa, a tu takie zdziwienie – chmiel!

Subiekt to efekt współpracy browaru Profesja i Drink Hali 

Trapeze – Raduga

To piwo miałem degustować w Muzeum Wsi Opolskiej podczas ostatniego warzenia, które miałem przyjemność tam prowadzić. Niestety czasu jakoś nie było i wróciłem z nim do domu… 

Szczerze, to sceptycznie patrzę na piwa z dodatkiem soków… a tutaj mamy sok z marakui… ale samo piwo ma bardzo dobre recenzje. Czas więc samemu spróbować! 

Trapeze – Passion fruit Wheat z browaru Raduga

1 – Projekt 30 – browar Maryenstadt

Miała być szpiczasta czapeczka i te durne piszczałki, co to się rozwijają, jak się dmucha… ale nie ma! Za to urodziny były! W dodatku 30.! Cóż tu świętować? Opuszczenie stanu młodzieńczego i przejście w stan… no własnie, jaki? Stary? Jeszcze (chyba) nie. Dojrzały? Na pewno nie! 😉

Z tego też powodu, wybrałem na dziś 1. piwo z „projektu 30” z browaru Maryenstadt
A dziś… święto wszystkich pań!
Dzień kobiet! I niech to będzie okazja do świętowania!
Zdrowie wszystkich pań! 

Lemoneater – Piwojad

Premiera!
Udało się nagrać tę degustację dokładnie na dzień premiery! A kiedy jeszcze dodamy do tego, że właśnie rozpoczęła się sobota, to już mamy prawie wszystko! 

Dziś premiera piwa Lemoneater z browaru Piwojad – piwa w stylu India Pale Lager, w dodatku jest to single hop Citra. 

Mogę zdradzić tyle, że pomimo stylu, za którym nie przepadam… jest całkiem nieźle!

Degustacja powstała dzięki sklepowi z dobrym piwem RETRO z Opola

Chocolate factory – Deer Bear

Kolejne z „sezonowych” piw. Pogoda, jaka jest, każdy widzi…. ratując się przed zimowo – jesienną chandrą sięgnąłem po Chocolate Factory z browaru Deer Bear. Jest to Chocolate milk stout… liczę więc na dużą dawkę endorfin i tej „słynnej” czekoladowej przyjemności 😉

Od razu powiem, że kilka następnych degustacji, to również będą piwa ciemne i raczej słodkie.

Galaxy IPA – Doctor Brew

Zapowiedzi tego piwa towarzyszyło wiele emocji… premierze, wcale nie mniej. Na stronie „doktorów” pojawiła się nawet taka informacja: „Mamy przeczucie graniczące z pewnością, że będzie to nasz najlepszy Single Hop”

Jedno co mogę powiedzieć to, że dla mnie było kilka lepszych. Polaris, Vic Secret, to dwa, które przychodzą mi jako pierwsze do głowy. Galaxy IPA plasuje się gdzieś raczej w średniej (może nawet nieco poniżej)… mimo to… warto spróbować!

Deer beard z browaru Deer Bear

Konia z rzędem temu, kto wymówi poprawnie i szybko nazwę tego piwa i browaru 😉

Jednak warto spróbować, bo samo piwo, nie dość, że w ciekawym stylu – RYE IPA, to w dodatku naprawdę interesujące w smaku!

Vic Secret – doctor Brew

Dziś postanowiłem wrócić do korzeni bloga i napisać notkę, zamiast nagrywać film.
Piwo, które wybrałem do degustacji, przyjechało aż z Poznania… nie żebym nie mógł go kupić w Opolu, po prostu kupiliśmy je będąc na wycieczce i tak jakoś się ostało. Jest to moje drugie podejście do tego piwa, ci bardziej zorientowani mogą po kojarzyć parę faktów i na pewno domyślą się o czym piszę.
Tym razem się udało!

Tajemnicze piwo z serii Single Hop od Doctor Brew – Vic Secret. Mi ta nazwa kojarzy się dość jednoznacznie – piękne kobiety, kusa bielizna i jedyny taki pokaz na świecie… tak, Victoria`s Secret. Skojarzenie wcale nie takie, do końca złe. Odmiana ta, pochodzi ze stanu Victoria z Australii, ale nazwa Victoria`s Secret jest już zastrzeżona… i dobrze 😉

Vic Secret - Doctor Brew
Vic Secret – Doctor Brew

 

Słody: Pale Ale

Chmiel: Vic Secret

Ekstrakt: 16%

Alkohol: 6,2%

IBU: 71

 

 

 

Piana biała, zbita, drobno i średnio pęcherzykowa, dość trwała – cały czas coś było na piwie.

W kolorze ciemnego złota, wyraźnie zmętnione. Widać pływające drobinki (chmiel?)

W zapachu bardzo ciekawie. Producent opisuje ten chmiel, jako połączenie sosny i ananasa. Ja wyczułem jednak trochę ziołowych nut, a do tego wyraźnie, słodkie owoce egzotyczne. Zapach był bardzo przyjemny i wcale nie taki oczywisty.

W smaku na pierwszy plan wysuwa się bardzo mocna goryczka! Piwo jest jednym z mocniej goryczkowych w ostatnim czasie. Jest ona długa i lekko zalegająca, ale nie męczy. Po wzięciu łyka, na wargach pozostaje wyraźnie goryczkowy smak. Do tego dochodzą delikatne smaki ziołowe i owoców egzotycznych. Są one jednak znacznie słabsze niż w zapachu.

Miałem już okazję pić piwo chmielone tą odmianą – Vic Secret z browarów Nyskich(nie pojawiło się na blogu). Single Hop z Doctor Brew to jednak zupełnie inna bajka. Piwo, pomimo swojej goryczki, jest niesamowicie pijalne.
To co obiecuje producent tego chmielu, a także sami doktorzy, to prawda. Smak i zapach, nie są wcale takie oczywiste. Jest w nim coś takiego, co każe wziąć kolejny łyk.

Lemon Drop – Dr Brew

Kolejne piwo z browaru Dr Brew. Tym razem jest to Lemon Drop – Single Hop IPA.

Już jakiś czas temu doktorzy postanowili wypuścić całą serię piw Single Hop IPA. Każde z nich jest na dokładnie takim samym zasypie słodu (znaczy się ten sam rodzaj i ekstrakt początkowy), ten sam poziom alkoholu i goryczki – dzięki temu możemy dokładnie poznać smaki poszczególnych odmian chmielu. Tym razem wzięli się za jedną z najnowszych odmian chmielu z USA – Lemon Drop.

Nazwa jednoznacznie wskazuje na to czego powinniśmy się po nim spodziewać… tylko czy tak jest w rzeczywistości?

Lemon Drop - Dr Brew
Lemon Drop – Dr Brew

 

Chmiel: Lemon Drop

Słód: Pale Ale

Ekstrakt: 16%

Alkohol: 6,2%

IBU: 71

 

 

Piwo jest w kolorze bursztynu – ładny głęboki bursztyn.

Piana raczej grubo pęcherzykowa, nietrwała.

W zapachu… i tu pierwsze zaskoczenie! Pierwsze co wyczułem to zioła! Dopiero na drugim planie cytrusy, ale nie mogę powiedzieć, żeby cytryna w tym wszystkim dominowała – choć jest wyczuwalna. Po ogrzaniu dochodzi do tego lekka słodowość, a zapach cytrusów staje się nieco wyraźniejszy. Ogólnie zapach przyjemny, choć dość delikatny – nie uderza w nos jak w przypadku innych piw.

W smaku – pierwsze co trzeba przyznać, to że jest ono przyjemne! Bardzo pijalne! Wysycenie jest niskie, a dzięki temu nie jest męczące. Czuć cytrusy i zioła (w gruncie rzeczy interesująca mieszanka!), do tego dochodzi lekka ziemistość (nie pytajcie skąd znam taki smak 😉 ).

Piwo jest ciekawe! Jeśli takie zwyczajne IPA, które już od zdjęcia kapsla wali po nosie owocami, kogoś nudzi to, będzie to miła odmiana. Choć przyznać trzeba, że niczego nie urywa – liczyłem na coś więcej. Zabrakło mi czegoś takiego „wow!”… czegoś co znalazłem choćby w Enigmie, czy Polarisie (piwa z tej samej serii).

 

Kangaroo – Browar Kopyra & Browar Widawa

Kolejna (na moim blogu) legenda polskiego kraftu piwnego – Kangaroo – Browar Kopyra & Browar Widawa.

Jest to piwo z gatunku Southern Pacific Amber Ale uwarzone w trakcie współpracy – choć jak woli mawiać Tomasz Kopyra – w kolaboracji. Bardzo byłem ciekaw smaku, jaki będzie miało piwo, którego recepturę opracował sędzia piwny, piwowar domowy i najlepszy bloger piwny w jednej osobie. Ciekaw byłem, jaki ma smak ktoś, kto na codzień ocenia i opisuje smaki innych.

Kangaroo - Kopyra & Widawa
Kangaroo – Kopyra & Widawa

 

Chmiele: Galaxy

Słody: Pale Ale, Crystal, Pszeniczny

Ekstrakt: 12,5%

Alkohol: 5%

IBU: ?

 

Piwo już od samego początku totalnie zniewala zapachem! Bardzo owocowo, cytrusowo, gdzieś głębiej czuć słodsze owoce – mango (?), czuć też trochę ropy. Wszystko w idealnych proporcjach, a sama ropa (choć może to dziwnie brzmi) doskonale współgra z innymi aromatami. MEGA przyjemne!

Piana trwała, drobno pęcherzykowa, biała. Ładnie przykrywa piwo.

Kolor: Bursztynowe, mętne, nieprzejrzyste

Wysycenie średnie, co dodatkowo poprawia pijalność!

Na koniec to co najważniejsze – smak!
No tutaj smak idzie w ślad za aromatem!
Czuć owoce, cytrusy i ropę. Cytrusy są na pierwszym planie. Ropy jest więcej niż w aromacie, co przy większych ilościach mogłoby zmęczyć. Na szczęście piwo jest w butelce 0,3 l – myślę, że to idealna ilość do degustacji. Piwo jest bardzo goryczkowe… piwowarzy nie napisali, na jakim poziomie jest goryczka, ale strzelałbym gdzieś w okolice… 90 – 100 IBU! Jak dla mnie bomba!

W sumie to nie dziwię się, że piwo (jak i jego twórcy) stali się już żywymi legendami polskiego kraftu. Kangur zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, a co najważniejsze, pozostanie w mojej pamięci na długo.

Modern Talk…. drinking – Browar Pinta

Browar Pinta jest tym, dla piwnej rewolucji w Polsce, czym che Guevara dla rewolucji w ogóle – symbol i nieodłączny element! Mówisz rewolucjonista – myślisz Che! Mówisz Piwna Rewolucja – myślisz Pinta!

Modern Drinking - Pinta
Modern Drinking – Pinta

Modern Drinking – West Coast IPA

Chmiel: Mosaic
Słody: Weyermann, pale ale, Carapils,
Ekstrakt: 15,5 %
Alkohol: 6,4%
IBU: 70

Kupując to piwo nuciłem sobie: Jo ma ha, jo ma sou! 😉
Czy robi wrażenie podobne do tego jakie robiło Modern Talking w latach 80-tych?

 

Samo piwo… zapach niepozorny, ale bardzo przyjemny. Niepozorny, tylko dlatego, że nie wali po nosie od samego otwarcia butelki, trzeba je powąchać żeby odkryć pełnię aromatu!
Amerykański chmiel jest bardzo wyraźny! Zapach owoców wyczuła nawet moja żona, która jest zwolennikiem, raczej piw koncernowych 😉 I faktycznie, owoce egzotyczne są bardzo wyraźne! Do tego dochodzi typowa dla amerykańskiego chmielu nafta, połączone w idealnych proporcjach, co sprawia, że jest to jeden z przyjemniejszych aromatów! 🙂

Piana… no coś się pojawiło, jakby próbowało się utrzymać, ale po kilku chwilach przegrało walkę z grawitacją i powietrzem, pozostawiając niewielki czepek na piwie.

Kolor dość jasny, delikatnie opalizujący, co w piwie filtrowanym może dziwić.

Smak… w tym wypadku jest doskonałym dopełnieniem aromatu!
Może czuć nieco bardziej naftę, ale i to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie! Dzięki temu chce się wziąć kolejny łyk. Piwo nie męczy, a wręcz przeciwnie! Doskonale orzeźwia, a smak owoców sprawia, że człowiek przenosi się na to zachodnie wybrzeże i wyobraża sobie, że jedzie Hollywood boulevard, pod palmami, w pełnym słońcu 😉

Goryczka nie sprawia wrażenia ciężkiej i wcale nie czuć, że to piwo ma 70 IBU.

Bardzo dobre piwo! Niewątpliwie jedno z przyjemniejszych, które piłem! 🙂
Choć przyznam, że niczym nie zaskakuje.

Summit – antybiotyk w płynie

Kolejny SMASH od Doctor Brew… już kiedyś napisałem (na Facebooku), że ich piwko bierę jak chytra baba z Radomia! 😉

Ale miało być bez trudnych pojęć… co to za SMASH?!
Single Malt, Single Hop – piwo na bazie tylko i wyłącznie jednego gatunku słodu i jednego gatunku chmielu.
Tym jednak razem, z nieukrywanym strachem zabrałem się za to: Summit IPA

Summit
Summit – Dr Brew

 

O piwie:
Chmiel: Summit
Słód: Pale Ale
Ekstrakt: 16%
Alkohol: 6,2%
Goryczka: 71 IBU

No tak, ale miało być bez trudnych słów i dziwnych nazw, a tu już w pierwszej nocie, jakieś skróty i dziwne nazwy. Pozwólcie, że choć te podstawy wyjaśnię, zanim przejdziemy do dalszej części degustacji 🙂
SMASH – już wyjasnione
IPA – gatunek piwa – India Pale Ale (o gatunkach piwa napiszę niedługo!).
Ekstrakt – w dużym skrócie można powiedzieć, że jest to zawartość cukru w piwnej brzeczce (o procesie warzenia piwa też napiszę w niedługim czasie). Z tego cukru następnie, w procesie fermentacji powstanie alkohol.
Goryczka i kolejny skrót IBU (International Bittering Units) – stopień goryczy w piwie. Im większe IBU tym większa piwna goryczka. Choć i tutaj przelicznik nie jest tak prosty, bo piwa lekkie (o niskim ekstrakcie) przy tym samym IBU będą sprawiały wrażenie bardziej goryczkowych, niż piwa o większej zawartości ekstraktu.

Ale wróćmy już do piwa!
Z opisu wynika, że ma walić po gardle… cebulą i czosnkiem!
Piana trwała, drobna, jest ok
Zapach… oj tu leci czosnkiem dość mocno! Normalnie antybiotyk w płynie! Cebuli – na szczęście brak.
W smaku – przyjemne… czosnku prawie nie czuć… trochę w posmaku… ale nie zabija.
Ciekawe czy zadziała jak naturalny czosnek.
Ogólnie to fajnie się to pije…

Wpis z Facebooka
Pamiętajcie jednak, że wszystkie notki, są moją subiektywną opinią, z którą możecie się zgadzać, lub nie.
Liczę na dyskusje w komentarzach! 🙂