Porter tequila BA – Browar Przystanek Tleń

Jedno z tych piw, na które byłem dość mocno napalony, a jednocześnie jedno niewielu, których się obawiałem… Tequila to taki mój kryptonit, choć działa z opóźnieniem, bo na następny dzień 😉

Przed wami Porter Tequila BA – Browar Przystanek Tleń

KBS – browar Founders

Dziś na “tapecie” sztos i to bez kartonika! Okazja nie byle jaka, to i piwo wyjątkowe, żeby nie powiedzieć – legendarne! 
KBS – Kentucky Breackfast Stout – z browaru Founders już samo w sobie jest symbolem, mój dodatkowo jest wyleżakowany ponad termin! 

Porter Warmiński z wiśnią – browar Kormoran

Za każdym razem, kiedy otwieram jakiś porter, albo stouta, przypominam sobie, jak kiedyś powtarzałem “Ja tam za ciemnymi nie przepadam!”… ale człowiek był głupi! 

Dziś wybór padł na kolejne ciemne piwo. Może to ta aura? 

Do Freli trafił Porter Warmiński z wiśnią z browaru Kormoran. Oczekiwania miałem spore!

652 m n. p. m. – browar Podgórz

Piwo, które swoimi pozytywnymi recenzjami mogłoby obdzielić nie jeden browar. Oceny na Rtebeer rzędu 99 i 100 %, do tego styl jakiego poszukuję jak złota, na tą porę roku – Porter Bałtycki. Czy jednak, znów, nie rozpaliłem moich nadziei za bardzo? Przed wami 652 m n. p. m. z browaru Podgórz

Black – Browar Mikkeller

Niedawno miałem urodziny, w związku z tym pozwoliłem sobie na wypad do Poznania, o którym już pisałem w innych notkach. Ale urodziny to też czas prezentów! Jednym z nich było… piwo! Mój szwagier wraz ze swoją dziewczyną postanowili mi sprezentować coś wyjątkowego. Tak oto w moje ręce trafił Black z Mikkellera. Pierwsze piwo zagraniczne i pierwszy RIS (Russian Imperial Stout) na blogu, a jednocześnie najmocniejsze piwo, jakie kiedykolwiek miałem okazję próbować. W swojej historii Black kilkukrotnie zmieniał recepturę, ten który ja mam, ma 15,7% alkoholu i leżakował w butelce około roku. Uwarzony został w Belgii przez Mikkellera w browarze De Proef Brouwerij.

Black - Mikkeller
Black – Mikkeller

 

Kilka rzeczy w tym piwie jest wyjątkowych: to, że użyto drożdży szampańskich, a nie browarniczych; to, że 15,7% alkoholu oznacza, że piwo ma około 35% ekstraktu, a to tylko początek jego historii.

Opis składu ogranicza się do stwierdzenia, że zawiera słód jęczmienny, jęczmień palony, cukier brązowy i zwykły, chmiel i drożdże szampańskie.

 

 

 

Piana jest beżowa, ciemna, bardzo trwała i wysoka.

W kolorze piwo jest praktycznie czarne, zupełnie nieprzejrzyste.

Pierwsze skojarzenie jakie miałem po powąchaniu tego piwa to… szampan. Do tego dochodzi zapach wiśni w czekoladzie, lekko czuć kakao. Zapach jest też dość mocno alkoholowy. Trochę rodzynek. Da się wyczuć nuty palonego słodu i karmelu. Aromat jest bardzo wyraźny i wyjątkowo złożony.

Wysycenie jest bardzo niskie… baardzo niskie. Nie ma co się dziwić, tak ekstraktywne piwa raczej nie bywają naturalnie mocno nasycone.

Już po pierwszym łyku czuć, że piwo jest bardzo gęste. Od razu rozchodzi się też przyjemne, alkoholowe rozgrzewanie. Nie jest to takie rozgrzewanie jak po wódce, bardziej jak po dobrym likierze.

W smaku wyraźnie czuć taką kwasowość, jaka jest w kawie – smak kawy też jest wyczuwalny, ale delikatnie. To co czuć wyraźnie, to wiśnie w czekoladzie, karmel i palone słody. Przy tym wszystkim piwo jest dość słodkie.

Jeszcze długo po przełknięciu pozostaje wyraźny posmak, w którym czuć słodycz, lekką kwasowość, kawę i karmel… to wszystko czuć jeszcze długo po przełknięciu ostatniego łyka.

Podobnie, jak w przypadku aromatu, tak i w smaku jest bardzo wiele składowych – tak złożonego piwa to chyba jeszcze nie piłem!

Zdecydowanie udany prezent! Raz jeszcze dziękuję Justynie i Michałowi, od których otrzymałem to piwo. 🙂

Pomimo tego, że Stout nie jest moim ulubionym stylem, to nie mogę nie docenić Blacka. Jest w nim coś co każe wziąć kolejny łyk, coś co sprawia, że chce się przy nim spędzić długie godziny, szukając tego wszystkiego co jest w nim ukryte.